Niedawno zostałem zaproszony przez Krzysztofa Maczyńskiego jako gość do jego audycji – Proste zwierciadło – w radiu Kontestacja.

Odbyliśmy naprawdę długą dyskusję (prawie 3 godziny) na temat tego czym jest sztuka. Jak rozumiem ją ja jako artysta. O twórczości jako zjawisku. Potrzebie transcendencji w życiu człowieka, oraz potrzebie wyrażenia samego siebie. Kim jest artysta, a kim rzemieślnik, oraz wiele innych pytań. Do tego popadliśmy w całą masę dywagacji.

Wywiad ten jest do odsłuchania pod linkiem: http://www.kontestacja.com/badz-tworczy-przymieraj-glodem,4811

Często nie podejmujemy działań wierząc w to, że istnieje mnóstwo ludzi, którzy są lepsi od nas i poprzez to bardziej predestynowani do tychże zadań. Zupełnie nie zastanawiamy się nad tym czy faktycznie tak jest, a jeśli nawet to dlaczego ci lepsi jakoś nie podejmują żadnego działania. W efekcie ani ci „lepsi” od nas ani my nie podejmujemy żadnych działań, a co za tym idzie brak działania niesie za sobą brak rezultatów.

Każdy potrzebuje uznania od innych. Taka nasza ludzka natura. Ciężko jednak wymagać pochwał gdy prezentuje się średni albo nawet kiepski poziom. Jednak zamiast się dołować i w rezultacie rezygnować, to dużo lepiej jest przysiąść i ćwiczyć tak długo, aż tym co reprezentujemy zasłużymy sobie na pochwały.

 

Finansowanie Społecznościowe, albo jak wolicie z angielskiego Crowdfunding pozwoliło zrealizować swoje projekty całej rzeszy twórców.

No, ale po kolei. Wsparcie dla twórców ze strony możnych i wpływowych ludzi sięga jeszcze starożytności. W dobrym tonie było zdejmowanie z głowy artystom trosk dnia codziennego, tak aby mogli tworzyć swobodnie. Mecenat – bo o nim tu mowa rozwinął się szczególnie w okresie renesansu. To właśnie wtedy dzięki wsparciu możnych w historii świata zapisali się Michał Anioł czy Leonardo da Vinci.

Finansowe wsparcie przez „maluczkich” ograniczało się do rzucenia kilku drobniaków wędrownym kuglarzom lub muzykom.
Po prawdzie w tej materii nie zmieniło się dużo. Co można zaobserwować na rynkach współczesnych turystycznych miasteczek.

No ale ja nie o tym… W XXI wieku pojawiło się coś takiego jak portale które zajmują się społecznościowym mecenatem. Polega to na tym, że artysta zakłada sobie na takim portalu profil w którym pokazuje światu co tworzy. Każdy kto chce może wesprzeć go dowolną kwotą. Coś jak wrzucanie pieniędzy do kapelusza ulicznego grajka. Tylko dotyczy dowolnego rodzaju artysty; cospayera, blogera, ilustratora, komiksiarza, filmowca, muzyka itd.

Niedawno w polskojęzycznym internecie ukazał się portal Patronite, który spełnia właśnie taką rolę społecznościowego mecenatu, a w nim znaleźć można i mój profil:
https://patronite.pl/profil/1555/mariusz-kuszaj

 

Niedawno zapoznałem się z działaniem nowej odsłony aplikacji Google na urządzenia mobilne tłumacz google. Jestem nią zachwycony. Po prostu oczarowany.

Nie pamiętam już dokładnego cytatu, ale ktoś kiedyś powiedział, że jeśli ludzie z różnych krajów będą mogli komunikować się wzajemnie bez żadnych przeszkód to zakończy to wszystkie wojny. Coś w tym jest. Bo jak pogadasz chwile z człowiekiem z innej strony świata to okazuje się, że jest on bardzo podobny do ciebie. Przykładowo miałem kiedyś sposobność pokonwersować (po angielsku) z Egipcjaninem o imieniu Ahmed (Nie wiem jak z imionami żeńskimi, ale wszyscy Arabowie nazywają się Ahmed albo Muhammad czasem Abdul. Czyżby mieli tylko trzy męskie imiona?) i opowiedział mi on o swoim kraju. Że Egipcjanie to generalnie twardzi goście, którzy nie boją się fizycznej pracy, ale w kraju bieda. Wielu więc wyjeżdża do bogatych krajów takich jak Emiraty czy Arabia Saudyjska by tam zarobić, a pracują tam głównie na budowach. Hmm… dokładnie tak jak z naszą emigracją w Anglii.

Wracając jednak do aplikacji to ma ona dwa zastosowania niesamowicie ułatwiające przełamywanie barier językowych.

Pierwszym jest tłumaczenia napisów z wykorzystaniem aparatu w twoim urządzeniu mobilnym.
Działa to tak; Podchodzisz do tablicy informacyjnej i kierujesz obiektyw na nią. Na ekranie widzisz tę samą tablicę, ale… z napisem przetłumaczonym na wybrany przez ciebie język! Normalnie niesamowite. Możesz również „uchwycić” większą połać tekstu na zdjęciu, następnie wybrać interesujący ciebie fragment i uzyskać jego tłumaczenie za pomocą translatora.

Drugim jest bezpośrednie tłumaczenie głosowe, oparte o rozpoznawanie mowy.
Działa to tak; Wybierasz interesujące ciebie języki. Następnie mówisz w swoim (np. Polskim), a aplikacja tłumaczy i deklamuje twoją wypowiedź w wybranym drugim języku (np. Węgierskim). Druga osoba odpowiada w swoim (Węgierskim) języku, a aplikacja mówi do ciebie w twoim (Polskim).

Dwie małe uwagi na koniec:
Musisz pamiętać o tym aby mówić wyraźnie. Aplikacja ma swój algorytm rozpoznawania mowy, ale wiele słów brzmi podobnie do siebie. Na co dzień mówimy dość szybko i nie staramy się wyraźnie artykułować, a może się to okazać niezbędne przy próbie dogadania się z kimś za pośrednictwem tej aplikacji. Zamiast się złościć, że „głupia aplikacja” lepiej się uśmiechnij i wykorzystaj tą okazję do poprawienia swojego Polskiego ; )
W różnych językach występuje różny szyk zdania, co po automatycznym tłumaczeniu zdań wielokrotnie złożonych może sporo namieszać. Ponadto część słów ma wiele odmiennych znaczeń, które nie występują w innych językach. Przykładowo zamek to po angielsku będzie castle (warowny), lock (w drzwiach), zipper (w kurtce). Więc nie irytuj się na Googla. Oni naprawdę ciężko pracowali, żeby dać nam taką fajną aplikację ; )